O czarnym eyelinerze

Kategorie more

Miałam kiedyś do wykonania na studiach prezentacje o marce, która odniosła międzynarodowy sukces.  I tak w towarzystwie Mercedesa, Rolexa, Coca – Coli, Johnego Walkera i  Adidasa pojawił się Inglot. Kiedy zaczęłam mówić, nikt w mojej grupie nie wiedział, że firma stworzyła innowacyjne oddychające lakiery, które są halal, a modelki na New York Fashion Week chodzą w makijażu wykonanym przez wizażystów Inglot. Niektórzy ode mnie dowiedzieli się, że wyspy z kosmetykami, które wiedzieli w galeriach należą do polskiej firmy. Dostałam wysoką ocenę i zaciekawione pytanie prowadzącej zajęcia, czy pracuję w Inglocie, bo cała prezentacja była profesjonalnie przygotowana. 

Nie pracowałam, nadal nie pracuję, ale właśnie w tamtym momencie doszło do mnie, że kiedy mówisz o czymś, co lubisz wszystko staje się prostsze i szczere. 

Kosmetyki Inglot są nie tylko dla modelek, ale także dla gimnazjalistki, która podbiera mamie kosmetyki. Dorasta zauroczona rozświetlaczem w różnokolorowe paski, a w liceum pokocha zielony cień od powiek, którego będzie używać codziennie.  Potem na studiach odkryje czarny eyeliner w pędzelku i po przetestowaniu dziesiątek innych podobnych produktów konkurencji zawsze do niego wraca. Tylko po to, żeby któregoś dnia stwierdzić, że potrzebuje czegoś jeszcze bardziej czarnego i wytrzymałego. Czegoś więcej.

I tak zmienia eyeliner w pędzelku na ten w słoiczku, a codzienny make up zaczął jej zajmować trochę więcej czasu. Do momentu w którym, to opanowała. Teraz wie, że może to i błaha, ale cenna umiejętność. W końcu czarny eyeliner towarzyszy jej codziennie, także kilka dni temu, kiedy rozpoczęła nową pracę, bo potrzebowała czegoś więcej.

I właśnie w tamtym momencie doszło do niej, że kiedy robisz o coś, co lubisz wszystko staje się prostsze i szczere.

Ta  dziewczyna to ja. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *