Marvelous time

Robert Downey Jr przypomniał mi, że dwa lata temu była premiera End Game. Dwa lata temu kończyła się pewna era MCU, ale nie sądziłam, że wraz z nią skończą się moje wyjścia do kina. Sam seans: świetna zabawa i świetny czas.

Którego mogłoby nie być, gdyby nie fakt, że ktoś bliski pokazał mi pierwszego Iron Mana. Bo może mi się spodoba, a może jeszcze Star Wars, może Zmierzch (spoiler: Zmierzch nie). Chwilę później wracałam z Disneylandu z kubkiem R2D2 i kupuję paletę do makijażu, bo na okładce jest Baby Yoda, ale kto wie, może do twarzy będzie mi w zieleniach? (spoiler: tak). I tak od lat oglądam omówienia i analizy nowych produkcji u ulubionych twórców, a z ulubionymi ludźmi wymieniamy się wrażeniami.

Albo siedzimy kilka godzin na podłodze i słuchamy muzyki. Zakochuje się w Quenn i Abbie. Wychowana na O.S.T.R, piszcząca na koncertach Maroon 5 i Postmodern Jukebox. Uwielbiająca Taylor Swift i covery popularnych hitów w wykonaniu góralskich kapel. Bawię się świetnie.

Ktoś bliski pierwszy raz powiedział mi o Wiedźminie i trylogii Tolkiena. Zaczytałam się, potem gonię Dziki Gon i w między czasie nie mogę przestać mówić o Grze o Tron. I poznaje nowych ludzi, bo nie mogę przestać mówić o Grze o Tron. I o Netlifxie i HBOGo, poza tym wkurzam się, że nie mam nic do powiedzenia o Disney+, kiedy siedzimy kilka godzin i gramy w szachy, bo Gambit Królowej jest super.

To świetny czas.

Którego mogłoby nie być, gdyby nie ludzie którzy mnie otaczają.

Spoiler: I Love You All 3000.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *